“Mąż często przychodzi z pracy późno. Często mocno poddenerwowany.

Wczoraj rzucił tylko na wejściu, że szef znowu się na nim wyżył, po czym poszedł zamknąć się w warsztacie. Wcześniej tylko przybił marną piątkę starszemu synowi.

Ja też chodzę zmęczona. Trójka dzieci i ogarnianie codzienności, gdzie ja też przecież chodzę do pracy. To wszystko jest trudne. Po odrobieniu lekcji przychodzi czas na kąpanie, kolację, spakowanie plecaków, a gdy wszyscy pójdą spać zaczyna się maraton z praniem, prasowaniem i robieniem obiadu na następny dzień.

Z mężem prawie nie rozmawiamy. Tylko tematy pod tytułem “kto zawiezie dzieciaki rano” albo “ile potrzeba jeszcze na rachunki”. Mam wrażenie, że ciągle się kłócimy.

Na jakiekolwiek współżycie nawet nie ma siły. Zresztą, chyba i tak już nikt nie ma na nie specjalnej ochoty…

Jest źle. Chociaż inni mówią, że świetna z nas rodzina.”

Temat zamiatania pod dywan problemów w małżeństwie jest powszechny. Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielka to skala. Jak wiele par, które znamy ma problemy.

Często ich powodem jest brak rozmowy, wspólnego przepracowania trudnych tematów. Nikt nie zdobywa się na to, żeby pierwszy rozpocząć rozmowę. Wszystko zatrzymuje się na bieżących sprawach. A potem napięcie wybucha ze zdwojoną siłą.

Odłamkami dostają dzieci, które uciekają w telefon, podejrzane znajomości. Wszyscy się od siebie oddalają.

Im szybciej zdamy sobie sprawę z tego, że bycie z drugim człowiekiem to przede wszystkim dialog, tym lepiej. Nawet jeśli wydaje się za późno, można sobie ze wszystkim poradzić, jeśli jeszcze jest wola z obu stron.

Zrób pierwszy krok.

___

Sprawdź, jak możemy Wam pomóc: https://www.centrumwiez.pl/oferta/